Mechanika płynów

Aktorzy, kukiełki, scenografia – obejdzie się bez tego!

Mniej więcej w czasie gdy narodził się pomysł „barankowej animacji”, wyklarował się także pomysł by stworzyć coś, niemalże z niczego. Dzisiaj nie będzie nic o animacji nie będzie także o żywiołach. Zamiast tego zanurzymy się w otchłań barw i abstrakcji.

Na początek efekt końcowy

 

Chociaż historia kształtowania się pomysłu jest długa, pełna fabularnych „twistów” i zmian ról. Ograniczymy się jedynie do stwierdzenia że osobą bez której na pewno nie zrobilibyśmy tego jest Pan Dominik Zadęcki to on dał inspirację oraz soczewki bez których nie rozpoczęlibyśmy zdjęć. Okazało się że doskonale współpracują z obiektywem Canon EF 70-200mm f2.8L IS II USM wraz z 7D, należących do Kasi.

Kasie należy traktować jako współautorkę, gdyż to z jej udziałem powstało pierwsze kilka godzin materiału. W oparciu o sprzęt jaki udało nam się zgromadzić opracowaliśmy specyficzne przyrządy pozwalające na realizację naszych planów. Jak widać daleko tej konstrukcji do miana profesjonalnej, czytelników raczej ten drobiazg dziwić nie powinien.

Niestety prowadząc dokumentację robiłem to tak zmyślnie by ukazać improwizację w sposób jak najmniej rzucający się w oczy.

Po krótkich testach okazało się że powiększenie jakie uzyskujemy jest wystarczające. Stworzyliśmy idealne urządzenie do rejestracji brudu pod paznokciami. Aczkolwiek układ optyczny daleki jest od ideału, gdyż występował w nim cały wachlarz zjawisk które na co dzień uznać należałoby za wady. Było wszystko, zaczynając od zniekształceń na aberracjach chromatycznych kończąc. Jednak akurat w tym wypadku nie było to problemem. I tak tworzyliśmy oniryczną wizję, która nie musiała być ostra jak większość tego typu realizacji. Lepiej niż D.Z. i tak tego nie ujmę zatem pokuszę się o cytat:

Mnie osobiście bardziej podoba się w twoim projekcie „kreatywna aberracja”  niż zimne, pozbawione emocji ostre jak brzytwa i płaskie jak żyletka „szkiełko i oko” laboranta (czyli precz z fotograficznym technomaniactwem)  

Słowa tu przytoczone przypomniały mi coś oczywistego – że przecież ideał jest nudny!  Powoli także Sandra zaczyna pojmować tę prawdę.

Technika

Materiał jaki nagraliśmy rejestrowany był trzema różnymi aparatami (Canon 7D, 550D, Nikon D7000) przy pomocy dwóch odmiennych metod. Pierwszą z nich to dodatkowe dwie soczewki, które tworzą z obiektywem monumentalny układ optyczny, którego wielkość mocno komplikuje jakiekolwiek operacje.

W zamian daje jednak niepowtarzalny efekt „popsutego obrazu” pełnego flar, rozmyć i innych aberracji oraz co jeszcze bardziej istotne „papierową” głębię ostrości.  Cała reszta w mocno fantazyjny sposób staje się rozmyta. Znikomy wpływ na zmianę tej właściwości ma przysłona.

Drugą dużo bardziej uniwersalną metodą jaką zastosowaliśmy jest pierścień odwrotnego mocowania obiektywu. Ta metoda jest dużo bardziej przyjazna bo aparat nie traci nic ze swojej mobilności. Ale przy okazji pozwala uzyskać bardziej czysty, pozbawiony niedoskonałości, nudny obraz

Niestety nie jest także pozbawiona wad. Użytkownicy obiektywów bez pierścieni przysłony tracą możliwość jej regulacji. Szczególnie dotkliwe będzie to dla użytkowników Canonów w którym sterowanie przysłoną odbywa się elektronicznie. W Nikonach przysłoną steruje dźwignia, którą w razie potrzeby można ręcznie zablokować uzyskując mocno niedokładną jednak w miarę skuteczną metodę kontroli.

Oczywiście jeśli oczekiwanym efektem będzie obraz płaski jak żyletka należy uzbroić się w ogrom światła. Gdyż zarówno pojemnik, woda jak i barwniki bardzo mocno redukują wpadające do środka światło. W naszym przypadku często oświetlaliśmy pojemnik dwoma 100W żarówkami, 500W halogenem oraz paroma 2-3W LEDami, tak że niekiedy woda zaczynała się gotować. a i tak bywało za ciemno.

Przy fotografowaniu barwników w wodzie warto jest wyposażyć się w dodatkowe oświetlenie diodowe. Odmienna od światła żarnikowego charakterystyka świecenia powoduje że niektóre barwniki niemalże świecą i wcale nie potrzeba do tego światła UV. Wystarczy zwykła latarka bądź „halogen” LED. Dzięki czemu możliwe będzie „wyciągnięcie” na wierzch detali, które w zwykłym świetle umykają bezpowrotnie.

W miarę możliwości warto choćby zaimprowizować coś na kształt ringflasha, który będzie oświetlał od strony aparatu, gdyż nagromadzone w wodzie barwniki bardzo szybko odcinają dopływ światła do punktu na którym koncentruje się fotografujący.

Barwniki

Z naszych doświadczeń wynika że najlepiej w tej roli sprawdza się fioletowy tusz kreślarski oraz czerwony tusz do pieczątek. Fioletowy przy okazji, po wylaniu na Sandre idealnie naśladował siniaki. Oba reagują na światło LED w opisywany wcześniej sposób. Niebieski oraz czarny tusz jakiegokolwiek rodzaju bardzo szybko redukuje światło do zera uniemożliwiając zupełnie filmowanie i fotografowanie. Dlatego należy stosować je z rozwagą. Najlepiej na sam koniec nagrywanej sekwencji.

Natomiast pozostałe są na tyle transparentne że umożliwiają dalsze zdjęcia nawet po ich użyciu. Oprócz tuszy warto też zastanowić się nad innymi substancjami. Znakomite efekty daje olej roślinny. Trzeba jedynie mieć świadomość tego że unosi się on na powierzchni, dlatego należy zastanowić się jak podać go na dno, by dać mu szansę wypłynięcia. Dużą wadą oleju jest trudność w jego barwieniu. Zarówno barwniki spożywcze jak i przemysłowe nie rozpuszczają się w nim, a jedynie tworzą grudki.

Należy jednak do niektórych płynów dostępnych w domu podchodzić z rozwagą, gdyż nie wszystko wygląda apetycznie. Mydło i płyn do mycia naczyń szczególnie! Nie przez przypadek mydło w płynie wykorzystywane jest często w produkcjach dla dorosłych!

Drugą grupą barwników które stosowaliśmy były proszki. Barwniki do tkanin oraz półprodukty do produkcji kosmetyków. Czyli tak zwana mika. Z proszkami jest podobnie jak z tuszami. Niektóre kolory spisują się dużo lepiej od innych.

Kiedy doszedłem do wniosku że brakuje mi czegoś błyszczącego, co będzie tworzyło mi ładny „bokeh” w kadrze, moje pierwsze myśli skierowały mnie w kierunku brokatu. Niestety okazało się że on podobnie jak olej unosi się na powierzchni. Z pomocą przyszła zupełnie obca osoba poznana na jakimś forum. Niejaka Agnieszka z Wejherowa, która to zaopatrzyła nas w kilka saszetek z różnokolorowymi proszkami, które po wsypaniu do wody tworzą prawdziwą magię! Od razu uprzedzam – nie są to substancje psychoaktywne! Jedynie barwią wodę.

Mika jest na tyle lotna że po całej operacji jeszcze przez co najmniej kilka godzin z nosa wydostają się różnokolorowe zjawiska – zjawiska to zdaje się najlepsze słowo określenia tego. Jednak dzięki takim właściwościom w wodzie powstają często zadziwiające efekty. Niestety dostęp do niej w formie nieprzetworzonej jest kiepski dlatego warto uśmiechnąć się do producentów bądź też dystrybutorów artykułów do produkcji kosmetyków.

Tekst ten nie wyczerpuje, ani nawet nie zbliża się do wyczerpania tematyki. Na efekty widziane w kadrze mają wpływ nawet drobne szczegóły jak temperatura wody oraz kąt ustawienia aparatu dlatego chcąc opisać wszystko musiałbym poświęcić na to jeszcze kilka podobnej długości elaboratów.

Zdradzając podstawy podstaw, jakie są niezbędne by zacząć „magię w szklance wody” mam nadzieję że zmotywujemy Was do własnych eksperymentów, a może i do dzielenia się swoimi doświadczeniami?

Zapraszamy do komentowania i polubienia nas na Facebooku oraz subskrpycji kanału na Youtube.
Pozdrawiamy, TS

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s